Katalog artystów

Cezary Bodzianowski

Samo-chód. Akcja Cezarego Bodzianowskiego, 24.05.2007,Łódź foto: Izabela MaciejewskaSamo-chód. Akcja Cezarego Bodzianowskiego, 24.05.2007,Łódź foto: Izabela MaciejewskaSamo-chód. Akcja Cezarego Bodzianowskiego, 24.05.2007,Łódź foto: Izabela Maciejewska
"Cześć", akcja Cezarego Bodzianowkiego Dworzec Łódź Kaliska, 21.06.07. godz.20.06 (pierwszy dzień lata) ,peron 2"Cześć", akcja Cezarego Bodzianowkiego Dworzec Łódź Kaliska, 21.06.07. godz.20.06 (pierwszy dzień lata) ,peron 2Najpiękniejsze Warszawianki to przyjezdne. Akcja w ramach projektu "Miasto Binarne - Łódź-Warszawa", 2006

Artystą być znaczy chłonąć. Chłonąć obrazy, miejsca, ludzi, przyrodę, przedmioty i wydarzenia. Wchłonąwszy wszystko, co spotykamy na naszej drodze, artysta dochodzi do ciekawego punktu. Okazuje się, że punkt ten może go wchłonąć razem z jego zachłannością. Miejsce to nazywa się Jama. W Jamie artysta czuje się niesamowicie dekadencko, lepko i bezmyślnie. Z Jamy jeszcze nikt nie wyszedł cało, a jeśli wyszedł, to odmieniony. Cezary Bodzianowski, 2005.

Niefrasobliwość, beztroska, pogoda ducha i ciepła ironia - to z pewnością pierwsze wrażenia pojawiające się podczas kontaktu z działaniami Cezarego Bodzianowskiego, jednego z najciekawszych artystów nie tylko łódzkich - i nie tylko polskich. Urodzony w 1968 roku w Szczecinie artysta i performer, laureat Paszportu Polityki, w latach 1988-1990 studiował malarstwo na Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie, a następnie w latach 1990-1994 w Królewskiej Akademii Sztuk Pięknych w Antwerpii. Mieszka w Łodzi. Pracuje razem z żoną, Moniką Chojnicką, autorką foto- i wideo-dokumentacji jego prac.

Początkowo fascynowało go malarstwo, „struktura barwy i światła, to jak kolor zmienia się w zależności od upływu czasu i otaczającej przestrzeni”. Jednak z czasem wyszedł poza ramy obrazu i sam stał się głównym bohaterem własnej sztuki. Stworzył tym samym niepowtarzalną figurę, postać do złudzenia przypominającą tę z opowiadania szwajcarskiego pisarza Roberta Walsera „Niedzielny spacer”: „(…) przed paru laty przedsięwziąłem, a było to w lecie, pierwszą dłuższą wędrówkę, w czasie której, o ile sobie przypominam, widziałem różne dziwne i piękne rzeczy. Mój rynsztunek składał się z jasnego, taniego ubrania na ciele, granatowego kapelusza na głowie i wędrownego toboła w ręce”.

W podobnym rynsztunku, który z czasem stał się jego znakiem rozpoznawczym, Bodzianowski przemierza świat i swoimi dyskretnymi, wręcz uprzejmymi interwencjami paradoksalnie wprowadza zamieszanie w przyjętych sposobach korzystania z miejskiej przestrzeni, patrzenia na przedmioty, podporządkowania się regułom i zasadom. Bodzianowski budził już pukaniem w okna na piętrze z podnośnika strażackiego mieszkańców jednego z łódzkich osiedli, robił sobie pamiątkowe zdjęcia z przechodniami na pasach, konwojował się sam przez ulice centrum miasta w kajdankach i skórzanej kurtce zarzuconej na głowę, ignorowany przez przechodniów stał przed muzeum w Toruniu trzymając w siatce na zakupy wypożyczone kamienie prosto z kosmosu- meteoryty, na Rynku Głównym w Krakowie przez siedem godzin spacerował wśród ludzi i „z zimną krwią” wlepiał wzrok w wybrane kobiety, żonglował kołem hula-hop niczym bąbelkiem od szampana na tle neonu-kieliszka na dachu łódzkiej „Kaskady”. Czasem przebierał się: za siedzącego przy szosie grzybiarza z samymi pustymi koszyczkami, za prostytutkę, za grubą kobietę.

Od lat 90., kiedy pojawił się na polskiej scenie artystycznej, przeprowadził ponad 1000 takich zdarzeń – bardzo prostych, ale jednak wymykających się analizom i gatunkom artystycznym. Podobno tę drogę pomogło mu odkryć spotkanie z coachem: po powrocie z zagranicy Bodzianowski został zaproszony do udziału w wystawie, ale miał trudności z przyznaniem się, że już nie maluje, a idea performance we wnętrzu galerii w czasie wernisażu nie odpowiadała mu. Dlatego w obliczu blokady twórczej postanowił zasięgnąć rady specjalisty– psychologa ze Zgierza. Ten poradził mu, żeby skoro nie może działać w pomieszczeniach galerii, zaczął działać w „przestrzeni rzeczywistej”. Jego osobisty teatr może mieć też jednak źródło w studiach na warszawskiej ASP, bo już wtedy Bodzianowski przeprowadzał pierwsze akcje, w których obecność i świadomość artysty była głównym warunkiem zaistnienia dzieła.

Od tego czasu Bodzianowski wchodzi w świat właśnie jak w obraz. Jego tradycyjnych obrazów już nie zobaczymy – mimo że przy okazji niedawnej wystawy w Brukseli roku próbował je odnaleźć przy pomocy wróżki. Jednak plastyczne myślenie widać w kompozycji większości akcji, a także w powstającej a każdym razem dokumentacji: w nieprzypadkowym układzie form, kolorów, w działaniu detali. Ze względu na perfekcyjnie zaplanowaną strukturę prac i ich związek z przestrzenią blisko im także do rzeźby. Nawiązaniem do manualnych powinności artysty są jednak zaproszenia na kolejne akcje, stanowiące mini-obiekty artystyczne, a także nawiązujące do poetyki surrealizmu i dadaizmu obiekty.

Przedmiotem działania i zainteresowań Cezarego Bodzianowskiego jest przede wszystkim przestrzeń miejska, a także prywatne przestrzenie mieszkalne. Wiele akcji odbywa się w Łodzi, dziwnym mieście wciąż dostarczającym artyście nowych inspiracji, a także w miastach, do których podróżuje na wystawy (Berlin Biennale, Bern, Tel Aviv, Paryż). To sztuka, która z premedytacją wymyka się muzealnym i galeryjnym praktykom, często podejmując problem miejsca sztuki i artysty w obrębie instytucji. Bodzianowski wciąż się wymyka: buduje drabinkę prowadzącą poza galerię , próbuje poddać się konserwacji, odwiedza muzealne magazyny jako dzieło sztuki, przeprowadza swoje działanie w kolejce po bilety na wystawę impresjonistów, swoją obecnością drażni muzealnych strażników. Coraz częściej zastanawia się nad sobą jako nad artystą, poruszając wątki związane z tworzeniem i towarzyszącym byciu przekaźnikiem sztuki uwarunkowaniom. Było to widoczne na jedynej jak do tej pory wystawie zasługującej na miano retrospektywy artysty: „To miejsce nazywa się Jama” prezentowanej w Museum Abteiberg w Mönchengladbach i w Muzeum Sztuki w Łodzi i prezentującej najważniejsze wątki w jego sztuce.

Mimo że działania Cezarego Bodzianowskiego zdają się być miłymi opowiastkami ku pokrzepieniu dusz udręczonych intelektualnym mozołem; zabawą w chowanego, pogodną i z lekka jedynie - dla dobrego smaku! - zaprawioną szczyptą melancholii, to mają swoją głębię, ciemną jamę. Być może jest nawet na odwrót: pogoda, radość i ciepła ironia to sposoby radzenia sobie z doświadczeniem utraty, które stanowi sedno doświadczenia melancholii.

Tęsknoty, marzenia, próba wcielenia się w kogoś kim można być tylko chwilę i w dodatku wie się że na pewno się nim nie jest, oczekiwanie na coś co się zdarzy w sposób niezauważalny, spotkania, które są możliwe tylko w przestrzeni powstającej dzięki perspektywie to osnowa większości akcji. Pod pozorami lekkości można wyczuć, że są one swoistymi próbami, którym artysta chce heroicznie wyjść naprzeciw.

Marta Skłodowska


W tekście użyto sformułowań zaczerpniętych z prozy Roberta Walsera, a także z recenzji jego książek (Justyny Sobolewska, Mistrz tańca, www.polityka.pl; Łukasz Musiał i Arkadiusz Żychliński, Znikający punkt. O Robercie Walserze, Tygodnik Powszechny, www.tygodnik.onet.pl).

Realizacja: Dianthus
Dokument wydrukowany ze strony: www.artysci-lodzkie.pl/pl/artysta/b/cezary-bodzianowski/